Dzieci ulicy

  • Pewnego dnia pojechałyśmy z Siostrą do Lusaki odebrać produkty ofiarowane dla ośrodka przez pewnego arabskiego sklepikarza. Trwał ramadan więc muzułmanin dawał jałmużnę, która miała odkupić jego grzechy. Otrzymałyśmy wiele produktów żywnościowych, które w ośrodku na pewno nie będą zmarnowane.
    Gdy wynosiłyśmy pudła ze sklepu do samochodu obległa nas rzesza dzieciaków ulicy, które za drobną opłatą chciały nam pomóc. Siostra od razu zgodziła się i razem z dziećmi nosiłyśmy otrzymane rzeczy. Dzieci ulicy (nazywane przez niektórych szczurkami) zbiegały się zewsząd - mieszkają w śmietnikach, na przystankach samochodowych, w piwnicach, zaułkach najbrudniejszych ulic, pod murami domów bogatych białych. Szukają możliwości zarobku wszędzie gdzie tylko się da - żebrząc, kradnąc, prostytuując się. Młodsze całymi dniami szwędaja się pod sklepami i proponują zaniesienie zakupów do domów klientów. Te dzieci żyją na granicy śmierci, nędzy i piekła! Wiedziałam, że w Afryce jest bieda, że ludziom źle się żyje ale to całkiem mnie zaskoczyło. Dzieci w ośrodku były uśmiechnięte, najedzone, dobrze ubrane były kochane, przytulane, trzymane na kolanach. Te dzieciaki, które teraz widziałam były chore, brudne, pokaleczone, tak chude że niemal przezroczyste, słaniały się na nogach a jednak wiedziały, że muszą zapracować na jedzenie. Te dzieci poznały w swoim życiu strach, głód, znęcanie się psychiczne, fizyczne, wykorzystywanie seksualne. Każdego dnia musiały uciekać przed policją, wojskowymi i tymi, którym się nie podobały. W ich oczach była strach i smutek. Znowu poczułam się totalnie bezsilna, zła że nie mogę im nijak pomóc.
    Po wykonanym zadaniu Siostra zapytała się co dzieci chcą. Powiedziały, że coca - cole i daktyle bo wszyscy bogaci w okolicy to jedzą a one nie wiedzą jak to smakuje. Kupiłyśmy kilka litrów coli, kilogramy daktyli. Na chwile te dzieciaki były szczęśliwe, zadowolone. Siostra powiedziała gdzie pracuje i zapraszała do ośrodka tylko czy któreś z tych dzieci będzie miało tyle siły, nadziei by zaufać dorosłemu?? Czy któryś z tych maluchów odwiedzi nasz ośrodek???